|
Ballada o poecie, co zgubił rytm i rym Pewien poeta, sławny w okolicy, Pisał ballady w blasku starej świecy. Rymy mu tańczyły jak pszczoły przy miodzie, Rytmicznie płynął niczym łódka po wodzie. Lecz raz o świcie, przy czwartej kawusi, Westchnął i rzekł: — Dziś wena mnie dusi... Napisał pół zwrotki, poprawił dwa słowa, Aż nagle zamilkła.... poetycka mowa. — Gdzie rytm?! Gdzie mój rym?! — zawołał przerażony. — Czyżby uciekły aż na koniec strony? Z tego wszystkiego wyjdzie wielki blamaż Przeszukał całe biurko i stary kałamarz Zajrzał pod kapelusz przeszukał szuflady Przejrzał stare wiersze, sonety i ballady. W kredensie, w kominie, za piecem i w szafie, Nawet spytał kota, co spał na kanapie. Kot tylko ziewnął i mruknął leniwie: Że do tego doszło wcale się nie dziwię Szukając jedynie chwytliwego tematu Za nic miałeś formę swego poematu [solo ] Poeta pobiegł więc do mądrej sowy: —Gdzie są me rymy co uciekły z głowy? Sowa pohukuje - teraz szukasz ratunku Czemu dla rymów nie miałeś szacunku? Pisanie wierszy to jest ciężka praca Jeśli o nią nie dbasz, bumerangiem wraca Zgubionej Weny szukaj w lesie przy strumyku Nie w kałamarzu, w zeszytach czy piórniku Szukaj więc piękna, w przyrodzie ono tkwi Gdy je tylko znajdziesz to podpowie ci Przyłóż też do tego, jak najwięcej troski By zgodnie w harmonii, zabrzmiały twoje głoski Pobiegł więc przez pola, łąki i lasy Zdarł całe podeszwy i zdeptał obcasy Zwiedził Europę, w tym Krym i Rzym Aż wreszcie dla niego, objawił się rym I tak powstała zwrotka pierwsza Rytm też dołączył do jego wiersza Niebawem powstał z tego poemat Ale to zupełnie jest inny temat A morał jest prosty, choć trochę figlarny: Nie każdy brak rymu jest błędem niezdarnym. Bo gdy rytm i rym, pójdą na rozstaje Poeta prozaikiem mimowolnie się staje |